Slayer bez skruchy

Swoją drogę rozwoju, jeśli chodzi o teksty, przeszli również weterani ze Slayera. Jak podkreślił basista grupy, Tom Araya, w wywiadzie udzielonym Metal Hammerowi po wydaniu płyty „Repentless” (2015): „zaczęliśmy od pisania o diabłach i demonach, a potem przeszliśmy do pisania raczej o tych diabłach i demonach, które drążą społeczeństwo”. Muzycy dotykali różnych tematów (patrz np. „Angel Of Death”), w końcu dotknęli jednak w utworze „Repentless” tematu bardzo specyficznego – siebie samych wobec społeczeństwa i… sceny muzycznej. Zresztą, ten kawałek jest specyficzny z kilku powodów, a nie tylko z powodu tematu, jaki podejmuje.

Po śmierci gitarzysty Jeffa Hannemana (2.05.2013) fani Slayera zastanawiali się, czy zespół będzie w ogóle w stanie kontynuować swą działalność. Wiodącą rolę, jaką pełnił w zespole Hanneman, muzycy grupy podkreślali przecież wielokrotnie w różnych wywiadach. Szybko jednak okazało się, że grupa przygotowuje nowy album, którego tytułowy kawałek gitarzysta Kerry King nazwał swoistym „Hannemanthem”. Tytułowy utwór z płyty wydanej w 2015 roku, „Repentless”, to właśnie hymn ku czci zmarłego z powodu alkoholowej marskości wątroby Jeffa Hannemana (wbrew pozorom pierwotną przyczyną kłopotów zdrowotnych Jeffa nie był wcale alkohol, lecz martwicze zapalenie powięzi, którego muzyk nabawił się na skutek ukąszenia jadowitego pająka kilka lat wcześniej). Komponując utwór i pisząc do niego tekst, King cały czas miał w głowie swojego nieżyjącego już kolegę z zespołu. „Napisałem ten kawałek próbując opisać świat w taki sposób, w jaki widział go Jeff” – przyznał po wydaniu albumu. Jaki zatem był świat widziany oczami gitarzysty Slayera w opinii Kerry’ego Kinga, popatrzmy sami.

Okładka płyty "Repentless" zespołu Slayer

Slayer, album „Repentless” (2015)

“Repentless” – Slayer

Arrogance, violence, world in disarray
Dealing with insanity every fuckin’ day
I hate the life, hate the fame, hate the fuckin’ scene
Pissing match of egos, fuck their vanity
Ain’t got the time, I don’t want anything from you
Feeding on my tolerance is all you fuckin’ do
No looking back, no regrets, no apologies
What you get is what you see

Live fast, on high
Repentless, let it ride

My songs relive the atrocities of war
Can’t take society any fuckin’ more
Intensity, anarchy, hatred amplified
Playing this shit is all that keeps me alive
I leave it all on the road living on the stage
This is my life where I kill it everyday
So take your shot, bottom’s up, this is no lie
I’ll be beating this guitar ’till the day I die

Live fast, on high
Repentless, let it ride

I hate the life, hate the fame, hate fuckin’ scene
Pissing match of egos, fuck their vanity
Ain’t got the time, I don’t want anything from you
Feeding on my tolerance is all you fuckin’ do
No looking back, no regrets, no apologies
What you get is what you see
We’re all killing ourselves a little more everyday

Live fast, on high
Repentless, let it ride

„Bez skruchy” – Slayer

Arogancja, przemoc, zamęt na świecie
Obcowanie z obłędem każdego pieprzonego dnia
Nienawidzę takiego życia, sławy, tej jebanej sceny
Obszczany zlepek egocentryków, jebać ich próżność
Nie mam na to czasu, nic od was nie chcę
Żerujecie tylko na mojej tolerancji to wszystko co robicie
Bez refleksji, bez żalu, bez przeprosin
Bo dostajesz tylko to, co widzisz

Żyj szybko, na haju
Bez skruchy, jazda!

Moje kawałki pozwalają poczuć okrucieństwa wojny
Nie mogę już kurwa znieść społeczeństwa
Nakręcanie, anarchia, wzniecana nienawiść
Tylko granie tego gówna trzyma mnie w pionie
Zostawiam to wszystko w trasie i na scenie
Takie jest moje życie, tak je codziennie zabijam
Więc wychyl ze mną, pij do dna, nie ma lipy
Będę napierdalał na gitarze aż do dnia, gdy skonam

Żyj szybko, na haju
Bez skruchy, jazda!

Nienawidzę takiego życia, sławy, tej jebanej sceny
Obszczany zlepek egocentryków, jebać ich próżność
Nie mam na to czasu, nic od was nie chcę
Żerujecie tylko na mojej tolerancji to wszystko co robicie
Bez refleksji, bez żalu, bez przeprosin
Bo dostajesz tylko to, co widzisz
Wszyscy zabijamy się po trochu każdego dnia

Żyj szybko, na haju
Bez skruchy, jazda!

Jeff Hanneman podczas jednego z koncertów w 2009 roku

Jeff Hanneman podczas jednego z koncertów w 2010 roku. Był nie tylko gitarzystą, ale także autorem hitów Slayera (“Die by the Sword, “Raining Blood” czy “Angel of Death”). Nazwisko na gitarze charakterystycznie stylizowane na logo znanego browaru… (źródło: Wikimedia Commons)

Warto dodać, że King celowo umieścił w tekście kilka linijek, które nazwał „bardzo ‘Jeffowymi’”; chodzi konkretnie o nienawidzę takiego życia, sławy, tej jebanej sceny [muzycznej]. Muzycy sugerują wręcz, że to właściwie „cytaty z Jeffa”. Mówiąc krótko, Hanneman nie był zbyt otwarty na świat, uważał go raczej za zagrażający i złowrogi. Krył się więc za plecami kolegów z zespołu, niechętnie udzielał wywiadów, unikał szumu wokół siebie. Myślę jednak, że wszyscy muzycy Slayera generalnie niespecjalnie darzą społeczeństwo zbyt wielką sympatią; dawali tego wyraz w przeszłości już wielokrotnie w różnych tekstach. Tym razem jednak zahaczyli również o ludzi show biznesu (prawdopodobnie, bo z tekstu nie wynika jednoznacznie, czy chodzi po prostu o wszystkich ludzi, czy tylko ludzi przemysłu muzycznego), nie zostawiając na nich suchej nitki: obszczany zlepek egocentryków – jebać ich próżność. Muzycy zyskali jednak już taką pozycję przez lata działalności, że raczej nie muszą się przejmować swoją reputacją, więc King dodał: nie mam na to czasu, nic od was nie chcę, żerujecie tylko na mojej tolerancji, to wszystko co robicie.

Plakat reklamujący sukces debiutu albumu Slayer "Repentless" wg Billboard

Repentless był najwyżej notowanym albumem w dniu premiery w historii zespołu Slayer. Od lewej Gary Holt (gitara), Tom Araya (bas/wokal), Kerry King (gitara) i Paul Bostaph (perkusja) (źródło: FB)

Jaką jednak ma na takie znienawidzone życie receptę Slayer? Bardzo prostą: żyj szybko, na haju i bez skruchy. Taka filozofia życia nie jest może specjalnie odkrywcza, jest raczej, powiedziałbym, typowa w społecznym odbiorze tego, kim są długowłosi rockmani – to ludzie raczej nie zaglądający w powszechnym odczuciu do poradników zdrowego żywienia, raczej nie chodzący na zajęcia fitness i raczej nie czytający wzniosłych dzieł filozofów i teologów. Z reguły nie wylewają za kołnierz (takie jest moje życie, tak je codziennie zabijam, więc wychyl ze mną, pij do dna, nie ma lipy). Powie ktoś, że to nihilizm w czystej postaci. Czy rzeczywiście?

W pogrążonej w setkach konfliktów rzeczywistości trudno dopatrzyć się prawdziwie pozytywnych wzorców. Oczywiście, takie wzorce istnieją, ba, stale pojawiają się nowe; w chaosie informacyjnym i gąszczu idei oraz poglądów z reguły jednak giną, nie umiejąc się przebić pomiędzy bardziej hałaśliwymi konkurentami. Co w takiej sytuacji począć? Po prostu tyrać w biurze czy fabryce, a po pracy wypić parę piw na kanapie przed telewizorem? Czy może lepiej… tworzyć?

I tutaj docieramy do sedna sprawy. Muzycy Slayera szukają swojego spełnienia w czymś, co robią naprawdę dobrze, co doprowadzili do perfekcji: tylko granie tego gówna trzyma mnie w pionie – wrzeszczy do mikrofonu Tom Araya i ja jestem absolutnie pewien, że robi to szczerze; widząc jego złożone na piersiach ręce, gdy dziękuje publiczności wiwatującej w Łodzi na koncercie zapowiadanym jako ostatni w historii grupy w Polsce, nie przypomina w niczym tego obrazoburczego, wkurwionego faceta sprzed kilku chwil, gdy pełen nienawiści wykrzykuje do mikrofonu nienawidzę takiego życia, sławy, tej jebanej sceny. Tak, być może w jakimś stopniu to tylko poza, ale podziękowania składa zawsze na pewno szczerze – Slayer kochał grać swoją muzę dla swoich fanów.

Wracając do tekstu utworu, Kerry King wyznał, że pisząc ten utwór, nie miał pojęcia, iż… nie istnieje słowo „repentless”. Komentując ze śmiechem tę kwestię, powiedział: „dla mnie ‘repentless’ zasadniczo oznacza nie miej żalu, nie oglądaj się za siebie i nie mów: ‘chciałbym móc zmienić to, co zrobiłem’. ‘Repentless’ oznacza, że nie ma powodu, by żałować”. Prawda jest jednak jeszcze inna; słowo takie jest – wg słownika oxfordzkiego – czymś w rodzaju poetyckiego archaizmu, a użyte zostało pierwszy raz w literaturze przez angielskiego poetę Johna Oldhama pod koniec XVIII wieku. Można więc chyba powiedzieć, że King tylko zapewnił słowu „repentless” coś na kształt… zmartwychwstania.

Jak jednak przetłumaczyć je najbardziej trafnie na język polski? Serwis tekstowo.pl proponuje „bez skruchy”, podobnie tłumaczyła to Agnieszka Wolska w serwisie groove.pl. Idąc tropem wypowiedzi na ten temat Kerry’ego Kinga, należałoby rzeczywiście przetłumaczyć „repentless” jako „bez skruchy” i takie ostatecznie tłumaczenie tego tytułu po dyskusji z Radkiem umieściłem tutaj. Pierwotnie zastanawiałem się nad „niczego nie żałuj”, ale zmieniłem zdanie, gdyż skrucha jest słowem mocniejszym, dobitniej podkreślającym brak wyrzutów sumienia. Bez wątpienia o to właśnie chodziło Kerry’emu Kingowi w cytowanym już powyżej wyjaśnieniu, jak rozumie to słowo („nie ma powodu, by żałować”).

Okładka komiksu Slayer Repentless (no. 2) stworzonego na podstawie twórczości zespołu

Okładka komiksu “Slayer Repentless #2” z 2017 r. stworzonego na podstawie teledysku i historii zespołu (źródło: pyramidcomics.com)

Kadr z teledysku Slayer "Repentless"

Kadr z teledysku Slayer “Repentless”. Pełno tu brutalnych scen, kaleczenia i zabijania, wszystko przy muzyce i w obecności zespołu na planie teledysku (źródło: YouTube)

Na koniec jeszcze jedna kwestia: teledysk do utworu, który totalnie szokuje. I nie chodzi tutaj nawet o to, że zawiera wyjątkowo brutalne sceny z buntu w więzieniu, w wyniku którego dochodzi do totalnej rzezi. Rzecz w tym, że z pozoru nie ma on nic wspólnego z tym, co napisałem powyżej na temat liryki; myślę, że to właśnie z powodu tematyki teledysku inni tłumacze tekstu zaproponowali tłumaczenie tytułu jako bez skruchy – zbuntowani więźniowie z teledysku z całą pewnością takiej skruchy nie odczuwają, odcinając głowy, podrzynając gardła czy wpychając oczy w mózg. Wersy żyj szybko, na haju nabierają w tym kontekście zupełnie innego znaczenia; więźniowie wykorzystują ten krótki moment uwolnienia do wyrównania porachunków z innymi więźniami lub odegraniu się na znienawidzonych stróżach porządku. Krótko mówiąc, teledysk do utworu opowiada zupełnie inną historię, na dodatek graną przez bardzo znanych aktorów, np. Jasona Trosta, Danny’ego Trejo, Dereka Mearsa, Seana Whalena czy Tony Morana. I jeszcze jedno – dodajmy, że sceny z „Repentless” mają swój ciąg dalszy w teledysku do innego utworu z tej samej płyty, „Pride In Prejudice”.

Komentarze

1 komentarz

  1. Less

    Moim skromnym zdaniem gros tego, czym emanował Jeff mogło być skierowane niestety do współziomków w branży. Sam nie raz dotykam takich rozmów, spotkań czy reakcji, że… no nie wiem co mam nawet myśleć. A przecież ludzie zajmujący się sztuką powinni w jakiś sposób być bardziej empatyczni, wrażliwi itd. No nie. Dlatego myślę, że granie koncertów tak go trzymało, bo po prostu wychodził na scenę i robił swoje. Nie musiał być w bezpośrednim kontakcie z poszczególnymi osobami. A gdy już takie potencjalności kontaktów pokoncertowych miały mieć miejsce, to przecież najchętniej uciekał do garderoby i tam miał swoją enklawę. Ale wiadomo, że mogło to odnosić się do ogółu, bo wszędzie niestety można trafić na takich, których jedynym celem jest wprowadzić zamęt, pokazać swoje ja czy pokazać komuś miejsce w szeregu.

    Dobrze, że Kerry tak zrobił. Zapisał go w historii w jeszcze jednym, istotnym wydaniu.

    Dzięki, Piotrze, za zajebistą analizę.

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

NAJNOWSZE ANALIZY TEKSTÓW

Marzenia Ozzy’ego w “Dreamerze”

Marzenia Ozzy’ego w “Dreamerze”

Muzycy heavymetalowi wydają się w swoich tekstach poruszać bardzo trudne tematy i opowiadać naprawdę ciężkie historie. Tak na pierwszy rzut oka trudno sobie wyobrazić, że mają czasem chwile słabości...

czytaj dalej

Zapisz się na mój newsletter, a będziesz na bieżąco i so close, no matter how far.
Z nowymi analizami, z nowymi sensami, których się tu doszukuję In The Name Of Heavy Metal. Howgh!

Loading

*Wyrażam zgodę na otrzymywanie od inthenameofheavymetal.pl newslettera z informacjami o nowych artykułach opublikowanych w serwisie, przesyłanym środkami komunikacji elektronicznej.