Gdy w 1999 roku ukazał się drugi singiel do debiutanckiej płyty zespołu Disturbed, wszyscy byli pewni, że w utworze „Down With the Sickness” David Draiman opisał przeżycia ze swojego własnego dzieciństwa. Zespół tłumaczył, co prawda, że tekst jest metaforą konfliktu z „matczynym” społeczeństwem, dławiącym indywidualność i niezależność każdego dziecka, ale mało kto dał tym wyjaśnieniom wiarę (w wywiadzie udzielonym Phoenix New Times Draiman powiedział m.in.: „’Down With the Sickness’ nie miał być wymierzony w rodziców, a w szczególności w moich własnych. Nagranie miało za zadanie oskarżyć cały ten styl życia, tez zestaw zasad moralnych i etycznych oraz zasad, które były określone przez normy społeczne”).
Włączony do wersji studyjnej utworu fragment udający krzyki zbuntowanego młodzieńca w odpowiedzi na przemoc znęcającej się nad nim matki stał się przyczyną krytyki, która spadła na Disturbed. Szykany, które spadły na zespół, nie były szczególnie dotkliwe, tym niemniej teledysk do utworu nie obejmuje tych „niepoprawnych politycznie” partii tekstu.
Ja natomiast, mówiąc wprost, jestem pewien, że z historią wykrzykiwaną przez Draimana niejeden z nas ma wiele wspólnego. Zresztą, chyba każdy z nas ma przynajmniej jednego znajomego, który w dzieciństwie doświadczył brutalnego traktowania ze strony któregoś z rodziców. Osobiście słyszałem wiele podobnych historii także w moim otoczeniu, więc mam gdzieś polityczną poprawność: zobaczmy, co opowiedział w „Down With the Sickness” David.
„Down With The Sickness” – Disturbed
„Precz z tą chorobą” – Disturbed
Jak to zwykle bywa, krytyka odniosła odwrotny efekt od oczekiwanego przez krytykujących. Singiel z utworem stał się pierwszym platynowym singlem wydanym przez grupę, a Disturbed zyskał dzięki kontrowersyjnemu utworowi gwałtownie na popularności, w krótkim czasie stając się ikoną heavy metalu. Co więcej, wiele lat później, w 2016 roku, otrzymał nagrodę Loudwire w kategorii „Best Metal Song of the 21st Century”! Jest to kolejny dowód na obronę tezy, że muzycy rockowi i metalowi w szczególności nie powinni być grzeczni i potulni. Ich siłą jest bycie czasem ordynarnymi, czasem wulgarnymi, czasem obrazoburczymi i na pewno politycznie niepoprawnymi. Powie ktoś, że w pewnych środowiskach takie zachowania „dobrze się sprzedają” i będzie miał sporo racji – przemysł muzyczny na pewno nie tolerowałby takich zachowań u zakontraktowanych wykonawców, gdyby nie zarabiał na tym góry pieniędzy. Mechanizmy rynkowe, a żądza zysku w szczególności, tym razem pełnią jednak dyskretnie, niejako „przy okazji”, także i pozytywną rolę, pomagając wyciągnąć na światło dzienne brudy, które kołtuńskie społeczności chciałyby zamieść pod dywan.
Oczywiście, odróżnienie prowokacji spontanicznych, bazujących na rzeczywistej potrzebie wyrażenia siebie, od tych robionych wyłącznie „pod publiczkę” zawsze będzie dyskusyjne, tym niemniej Draiman wykonał w utworze „Down With the Sickness” bardzo pożyteczną robotę, wyciągając na światło dzienne problem przemocy rodziców wobec dzieci. Forma, w jakiej to zrobił, wielu ludziom nie będzie się podobać i to z wielu różnych względów. Tym niemniej nikt nie zaprzeczy, że tak sugestywny i dosłowny opis reakcji syna na przemoc ze strony rodzica dosłownie zwala z nóg – po prostu nie można przejść obok niego obojętnie. A w dobie informacyjnego szumu trudno zauważyć coś, co nie weżre się nam w mózg, nie szokując przy okazji intensywnością przekazu. Dlatego ja jestem zdecydowanie „za” tym, co zrobili muzycy z Disturbed; moim zdaniem – świetna robota. I gówno mnie obchodzi, jeśli komuś zawadza forma, w jakiej tego dokonali.
Draiman rozpoczyna swoją opowieść od momentu przeobrażenia dziecka z potulnego, w pełni podporządkowanego rodzicowi oseska (złamany, twój sługa, padam na kolana), w zbuntowanego nastolatka (patrzę na swoje odbicie, które nagle się zmienia, gwałtownie się zmienia), który nie zamierza dłużej tolerować przemocy, spadającej na niego za jakikolwiek przejaw nieposłuszeństwa (o nie, teraz nie ma już odwrotu – obudziłaś demona… we mnie). Najwyraźniej matka nie potrafi sobie poradzić ze zmianami, które zachodzą w jej dorastającym dziecku (wygląda na to, że nie potrafisz poradzić sobie z tymi zmianami), co może być jedną z przyczyn wzbierającego konfliktu. Sednem tekstu jest oczywiście konfrontacja matki i dziecka – wstań, no dalej, zmierz się z tą chorobą, uwolnij swoją nienawiść i pozwól jej rozlać się we mnie – woła Draiman głosem dziecka, które postanawia przeciwstawić się swemu oprawcy (tak, oprawcy – w tym wypadku to słowo jest całkowicie uzasadnione). Przemoc rodzi przemoc, dlatego nie należy się dziwić gwałtownej reakcji młodocianego zbuntowanego (szaleństwo to dar, który został mi dany).
Wykręcanie ucha. Bolesna kara… (źródło: Photo-getty images)
Nawiasem mówiąc, zwrot „get down with” to m.in. slangowe określenie na „pozbycie się zahamowań”, tak więc tłumaczenie fragmentu get down with the sickness nie jest może idealne (no dalej, zmierz się z tą chorobą), ale nie znalazłem innego, zadowalającego przekładu tego zwrotu.
Autor tekstu momentami mówi ustami matki, a momentami dziecka – w niektórych momentach nie jesteśmy pewni, komu przypisać dane słowa. A może to celowy zabieg? Niektóre kwestie pasują bowiem do obydwu skonfliktowanych osób – i może taka właśnie była intencja Draimana. Przykładowo, słowa widzę, jak twoja choroba się rozwija – nie próbuj zaprzeczać temu, co czujesz, mógłby wypowiedzieć zarówno buntujący się nastolatek, jak i jego opresyjna matka.
W refrenie z kolei znajdujemy świetny przykład na charakterystyczne dla wielu kłótni przekrzykiwanie się, wyrażone tutaj poprzez grę słów:
You mother get up
Come on get down with the sickness
You fucker get up
Come on get down with the sickness
Zastosowanie w jednym wersie połowy wulgaryzmu „motherfucker”, a w drugim drugiej jego części, to prawdopodobnie celowy zabieg autora tekstu; to z tego powodu polski tekst zawiera może niezbyt zgrabne tłumaczenie tego fragmentu, ale za to dość dobrze oddaje w języku polskim ową grę słów:
Wstań, matko
Chodź, zmierz się z tą chorobą
Wstań, jebco
Chodź, zmierz się z tą chorobą
Krótko mówiąc, połowa z tego zwrotu skierowana jest do matki, druga połowa – do syna. Bardzo wymowne.
Ważne jest to, do czego to wszystko prowadzi – do bójki, w której dziecko „stawia się” rodzicowi karcącemu swoje dziecko fizycznie. Padają straszne słowa przerażonego, upokarzanego dziecka: nie, mamusiu, nie rób tego ponownie, nie rób tego znowu, będę grzeczny, już będę grzeczny, obiecuję – nie, mamusiu, nie bij mnie… Dlaczego musiałaś mnie tak uderzyć, mamusiu? Nie rób tego, to boli… Do czasu jednak – w pewnym momencie młody człowiek postanawia nie dawać się więcej tak traktować, staje więc do walki, krzycząc w odwecie chyba jeszcze bardziej przerażające rzeczy: dlaczego musiałaś być taką suką?! Czemu po prostu… Czemu się po prostu nie odpieprzysz i nie zdechniesz?! Czemu nie potrafisz po prostu odejść stąd i umrzeć? Nigdy więcej nie podnoś na mnie ręki, dziwko!
No cóż, doprowadzony do ostateczności człowiek potrafi wygadywać straszne rzeczy. Zaślepiony przez nienawiść, poddawany notorycznej przemocy młodzieniec, gdy w końcu może uwolnić swoją złość, wygaduje straszliwe, pełne nienawistnej pasji obelgi pod adresem własnej matki, która zgotowała mu to piekło. Najbardziej porażające jest w tym wszystkim właśnie to, że słowa te padają pod adresem matki, czyli kogoś, kto zazwyczaj w chyba każdej kulturze na świecie jest najbliższą nam osobą na świecie. I chyba co najmniej równie przerażające jest to, że słowa te padają w odwecie za to, co ona zgotowała własnemu dziecku.
Fascynuje mnie dosłowność i prawdziwość tej relacji – znam podobne z opowiadań naprawdę bardzo bliskich mi osób i wiem, że Draiman nie przesadził ani o jotę, a jego bazujący na amerykańskich doświadczeniach opis jest całkowicie aktualny w realiach polskich, wygląda więc na to, że ma cechy uniwersalne. I to również jest porażające.









Byś sie zdziwil…w moim przypadku to matka była ‘tą złą’ nie wierzącą we mnie, bluzgającą, wprawiającą w poczucie winy, wstyd. Sam uciekalem w muzyke metalową by się ‘wyżyć’. I nie była to jakaś alkoholiczka, tylko…nauczycielka z wykrztałcenia..na szczęście dla mnie zrozumiała swój błąd (późno bo późno, ale jednak) przeprosiła za wszystko, pojednaliśmy się. Sam jestem ojcem, przynajmniej z tej historii wiem…jaki mam nie być. Utwór jest cudowny. Moja córka go uwielbia:)
Bardzo dziękuję za Twój wpis. Z jednej strony naprawdę współczuję piekła, przez które przeszedłeś, z drugiej cieszę się, że dałeś sobie z tym radę, a Twoje relacje z Mamą dzięki Jej autorefleksji w końcu udało się naprawić. Pozdrawiam ciepło Ciebie, Mamę i Twoją córkę…
Nie wiem, nie wiem, nie rozumiem…. Matka, mi przynajmniej, nie kojarzy się z takim złem, o jakim śpiewa Disturbed. Raczej ojcowie – z zawyżonymi oczekiwaniami, często brutalni, agresywni, albo alkoholicy… Ale matki? To powinna być wcielona miłość, opoka i pomoc od dzieciństwa po dorosłość. Ale skoro QBK potwierdza prawdziwość tekstu, pozostaje mi tylko uwierzyć. Kto jeszcze ma/miał matkę potwora?