Obrazoburcze teledyski i teksty w wykonaniu artystów blackmetalowych czy deathmetalowych to w zasadzie codzienność. Zamiast jednak bezpardonowej krytyki takich dokonań, zdecydowanie preferuję postawę zagłębienia się w istotę przekazu także w stosunku do tych treści, które godzą w wartości bliskie memu sercu. Jest takie powiedzenie: „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”. Za tymi słowami kryje się moim zdaniem wielka mądrość: wielkie idee, filozofie i religie chyba nie potrzebują paragrafów prawnych, by obronić swe stanowisko przed krytyką, prawda? A jeśli potrzebują, to obnaża to w moim odczuciu wyłącznie ich wielką słabość. Ludzie, którzy bazują naprawdę na mocnych podstawach etycznych czy moralnych, nie ugną się pod ciężarem jakiejkolwiek krytyki. Takie mam przekonanie.
Poruszam ten aspekt dlatego, że analizując lirykę i teledysk do słynnego „Mother North” norweskiej grupy Satyricon po pewnym czasie zorientujemy się, że mamy do czynienia z dość kontrowersyjnym przekazem. Ja nie czuję niesmaku, nie mam jakichkolwiek negatywnych odczuć czy refleksji. Wprost przeciwnie, ale zdaję sobie sprawę, że dla niektórych ludzi, zwłaszcza dla chrześcijan, część wniosków wypływających z „Mother North” może być trudna do zaakceptowania. Blackmetalowa stylistyka nie każdemu może odpowiadać, ale nad wydźwiękiem tekstu do tego utworu moim zdaniem nie wolno przejść obojętnie. I nie chodzi tutaj o to, czy jest to wielka poezja, czy nie, tylko raczej o głębię przekazu ukrytego między wersami tekstu „Matki Północ”.
“Mother North” – Satyricon
Mother North – how can they sleep
while their beds are burning
Mother North – your fields are bleeding
Memories… The invisible wounds
pictures that enshrine your throne (gone?)
A future benighted still they are blind
Pigeonhearted beings of flesh and blood
keeps closing their eyes for the dangers that threat…
ourselves and our nature
And that is why
they all enrage me
Sometimes in the dead of the night I mesmerize my soul
Sights and visions prophecies and horror
they all come in one
Mother North – united we stand (together we walk)
Phantom North – I’ll be there when you hunt them down
„Matka Północ” – Satyricon
Matko Północ – jak oni mogą spać,
gdy ich łoża płoną
Matko Północ – twoje pola krwawią
Wspomnienia… te niewidzialne rany
obrazy, które przedstawiały twą potęgę (przepadły?)
Przyszłość wciąż pogrążona w mroku – oni są ślepi
Istoty z krwi i kości o gołębim sercu
ciągle przymykają oczy na wszystkie zagrożenia
godzące w… nas i naszą naturę
To dlatego
oni wszyscy mnie rozwścieczają
Czasem w środku nocy hipnotyzuję swą duszę
Perspektywy i wizje, przepowiednie i groza
To wszystko przychodzi naraz
Matko Północ – stajemy zjednoczeni (pójdziemy razem)
Widmo Północ – będę z tobą, gdy zaczniesz polowanie
Teledysk do utworu “Mother North’ grupy Satyricon (źródło: YouTube)
Postać tytułowej „Matki Północ” należy odczytywać jako kogoś w rodzaju opiekunki czy patronki ludów skandynawskich. W teledysku reprezentowana jest ona przez piękną kobietę – modelkę Monicę Bråten. Z kolei Sigurd „Satyr” Wongraven, założyciel i lider grupy, wciela się wraz z kolegami z zespołu w rolę wojownika gotowego stanąć do boju o tradycję kulturową swej ziemi. Growluje już na wstępie: Matko Północ – jak oni mogą spać, gdy ich łoża płoną? Matko Północ – twoje pola krwawią. Co ma na myśli Satyr? Oczywiście zalew chrześcijaństwa, który według niektórych zniszczył wspaniałą i bogatą kulturę oraz religię nordycką, wprowadzając siłą nową wiarę w jej miejsce.
Satyr sugeruje, że jego rodacy z przeszłości nie do końca zrozumieli, dlaczego zgoda na przyjęcie chrześcijaństwa okazała się zabójcza dla ich narodu. Dlatego mówi, że ich przyszłość wciąż pogrążona jest w mroku – oni są ślepi. Tych, którzy nie widzą w tym wszystkim zagrożenia, nazywa istotami z krwi i kości o gołębim sercu, które ciągle przymykają oczy na wszystkie zagrożenia godzące w nas i naszą naturę. Czy tak było rzeczywiście? Czy chrześcijaństwo naprawdę tylko niszczyło zastaną kulturę i nie dawało nic w zamian?
Według niektórych badaczy proces chrystianizacji Norwegii rozpoczął się już w VIII wieku n.e. i związany był z prowadzonymi przez Wikingów wyprawami łupieskimi i handlowymi, w trakcie których podróżnicy „zapoznawali się” z kulturami napotykanych ludów. Proces ten przybrał na sile pod koniec X wieku, gdy kolejni władcy norwescy, np. Haakon I Dobry czy Olav I Tryggvason, wychowani za granicą przez chrześcijan, następnie promowali chrześcijaństwo w Norwegii w trakcie swych rządów. Nową religię wprowadził oficjalnie państwowym dekretem Olaf II Haraldsson, król Norwegii w latach 1016-1028, który został następnie wygnany z kraju przez swych przeciwników. Powrócił dwa lata później, by odzyskać władzę, zginął jednak w bitwie pod Stiklestad 29 lipca 1030. Mimo to właśnie rok 1030 przyjmuje się oficjalnie jako datę chrystianizacji Norwegii, a sam Olaf II został najpierw uznany przez kościół katolicki za męczennika, a następnie za świętego. Tym niemniej uważa się, że chrześcijaństwo na dobre zagościło tu w połowie X wieku, a w połowie XI wieku stało się religią dominującą.
Metody stosowane przez wymienionych królów były różne. Haakon I Dobry stronił od przemocy; Olaf I jednak nie miał już skrupułów przed użyciem siły. „Niszcząc świątynie, torturując i zabijając pogańskich przeciwników, zdołał uczynić każdą część Norwegii przynajmniej nominalnie chrześcijańską”, informuje Wikipedia. Z kolei dr Sæbjørg Walaker Nordeid z Uniwersytetu w Bergen podkreśla, że – podobnie jak w innych krajach – symptomem wkroczenia chrześcijaństwa była zmiana zwyczajów związanych z pochówkiem zmarłych: w Norwegii w ciągu XI wieku również obserwuje się stopniowe zaprzestawanie kremacji zwłok ze względu na „surowe kary”, jakie nakładano na rodziny grzebiące swych krewnych zgodnie z „różnego rodzaju praktykami pogańskimi”. Ten sam badacz podkreśla jednak, że w tamtych czasach chrześcijaństwo nie było jeszcze dominującą religią w Norwegii, a początkowo w niektórych społecznościach (np. w pobliży Raumy) dominowało nastawienie tolerancyjne wobec odmiennych religii. Już jednak za Olafa II ludzie byli czasem kaleczeni lub nawet zabijani, jeśli nie chcieli przyjąć wiary w Chrystusa.
Według wspomnianego już naukowca z Uniwersytetu w Bergen motywacja królów wprowadzających chrześcijaństwo była prosta – potrzebowali nowej religii w celu zaprowadzenia sprawnego, hierarchicznego systemu władzy. Były też pewne pozytywy – wdrożenie nowej wiary likwidowało niewolnictwo, surowo karało za porwania kobiet, a w kulturze wprowadzało nacisk na naukę czytania i pisania, także po łacinie, co przyczyniło się do powstania literatury. Piśmiennictwo po chrystianizacji Norwegii odznaczało się jednak sporą stronniczością, co utrudnia głębsze badania okresu przed rokiem 1030, zmuszając naukowców do sięgania po wyniki badań archeologicznych raczej niż do źródeł pisanych. Przyjęcie chrześcijaństwa oznaczało natomiast z całą pewnością wejście Norwegii do świata Zachodniego, potomkowie Wikingów rychło zaniechali też swych łupieskich wypraw, w związku z czym wkrótce przestali też być traktowani w Europie jak grabieżcy.
Drewniany kościół klepkowy Fantoft w Bergen (odbudowany po spłonięciu w 1992 r). W latach 90-tych ub. wieku w Norwegii spłonęło ok. 50 kościołów (źródło: Wikimedia Commons)
Z przeprowadzonej przeze mnie analizy wynikają trzy rzeczy. Po pierwsze, badacze polegają bardziej na wykopaliskach cmentarnych niż na źródłach pisanych czy oględzinach istniejących stanowisk kultu nordyckiego. Dlaczego? Bo źródła piśmienne są wypaczone, a obiekty kultu zostały po prostu unicestwione. Krótko mówiąc, chrystianizacja polegała m.in. na totalnym wykorzenieniu kultury przodków poprzez jej bezwzględne fizyczne niszczenie. W tej sytuacji należy mówić o szczęściu, że mity nordyckie przetrwały do dziś, bo zwróćmy uwagę, że np. religia wyznawana przez Słowian w zasadzie nie pozostawiła po sobie zbyt bogatej spuścizny i praktycznie poszła w zapomnienie. Jeśli zatem miałbym odpowiedzieć wprost na pytanie postawione na wstępie tych rozważań, na pewno trzeba najpierw powiedzieć, że niszcząc kulturę i religię danego narodu można go szybko pozbawić podstaw, na których się opiera jego istnienie. W miejsce starych zwyczajów i wierzeń pojawiły się jednak w Norwegii nowe, chrześcijańskie, które zastąpiły stare i pozwoliły na jego przetrwanie.
Okładka kasety “Aske” zespołu Burzum. Norweski kościól Fantoft w Bergen spalony ponoć w 1992 przez lidera Burzum Varga Vikernesa (źródło: Discogs)
Po drugie, z tego wszystkiego wynika, że część przodków współczesnych Norwegów traktowało kwestię wyznawanej wiary instrumentalnie. Jeśli zmiana przynosiła im korzyści, zmieniali ją (zresztą, podobnie było przecież w X-XI wieku Polsce). Krótko mówiąc, słowa Satyra, np. istoty z krwi i kości o gołębim sercu ciągle przymykają oczy na wszystkie zagrożenia godzące w… nas i naszą naturę należy uznać za „do przyjęcia” – naiwni przodkowie nie rozumieli po prostu, jak wielką szkodę czynią własnej tożsamości, pozwalając na unicestwienie swej kultury.
A po trzecie, mam taką refleksję: dziś powszechnie uważa się, że podpalanie zabytkowych kościołów w Norwegii w latach 90-tych ubiegłego wieku było nikczemne i złe. Fakt, bez dwóch zdań szkoda tych pereł skandynawskiego budownictwa sakralnego. Z drugiej jednak strony nie uważa się nigdzie, że totalne unicestwienie wielu kultur pogańskich przez zalewającą średniowieczną Europę falę chrześcijaństwa było jakimkolwiek barbarzyństwem. Bagatelizowanie niszczenia obiektów kultu religijnego sprzed 1000 lat w moim odczuciu nie przystoi nikomu, kto w XXI wieku chciałby być uważany za człowieka inteligentnego, a tego, czego dokonywano krzewiąc nową wiarę, nie da się tak po prostu zbyć tylko stwierdzeniem, że przecież to było 1000 lat temu i że inne wtedy panowały standardy.
Myślę, że to główny powód, dla którego Sigurd Wongraven wyznaje, że to dlatego oni wszyscy mnie rozwścieczają. Jego przodkowie nie zrozumieli, że w zamian za pewne korzyści polityczne sprzedali tak naprawdę swe dusze. Nie bardzo natomiast wiem, jakie perspektywy i wizje oraz jakie przepowiednie i grozę ma na myśli wokalista Satyriconu w ostatniej zwrotce i dlaczego to wszystko przychodzi naraz. Gdy jednak w ostatnich słowach utworu deklaruje Matko Północ – stajemy zjednoczeni (pójdziemy razem), wiem, że mówi o swej lojalności i przywiązaniu do swej ojczyzny i tradycji, dla której – i o którą – jest gotów walczyć. Widmo Północ – będę z tobą, gdy zaczniesz polowanie, stwierdza, określając tym razem Matkę Północ mianem Widma Północy, bo gdy ruszy w obronie swej tradycji, zapewne będzie dla swych wrogów przerażająca niczym widmo. No chyba, że autor tekstu ma na myśli to, że Matka Północ, opiekunka ludów skandynawskich, funkcjonuje obecnie już tylko jako Widmo Północy, które – niczym upiór – jest w stanie wyrządzić swym oprawcom może nawet jeszcze więcej szkody.
I do tego wszystkiego dochodzi jeszcze ten bardzo surowy, pełen ognistych kręgów i ponurych ciemności teledysk, wyreżyserowany przez samego Satyra. Postać Matki Północ – jak już wspomniałem – kogoś w rodzaju patronki Norwegii – gra w nich piękna, jasnowłosa kobieta. Co istotne – w większości scen występuje odziana w półprzezroczyste szaty lub jest całkowicie naga. To również symboliczne – w kulturach pogańskich nagość nie była traktowana jako coś złego, czego należy się wystrzegać – to kultura chrześcijańska nauczyła nas traktować nasze ciało jako wstydliwy dodatek do nieśmiertelnej duszy. W wielu scenach teledysku Satyr kroczy z Matką Północ trzymając ją za rękę, co również ma symboliczny wydźwięk – tak podążają sojusznicy czy partnerzy. W niektórych scenach naga Matka Północ zbroczona jest krwią, która ma być chyba symbolem krwi poległych wojowników. Mamy też scenę symbolicznej śmierci Matki Północ – to chyba nawiązanie do tych wizji, które w samym tekście wydawały mi się trochę mało zrozumiałe – może wizją autora tekstu była symboliczna śmierć kultury nordyckiej.
Nie mam żadnych wątpliwości, że muzycznie „Mother North” to utwór bardzo trudny w odbiorze, zwłaszcza dla osób nie będących fanami black metalu. Jeśli jednak wziąć pod uwagę wydźwięk całości, łącznie z tekstem i teledyskiem, powstał majstersztyk, ikona gatunku, którą zespół wykonuje praktycznie na każdym koncercie (“Mother North” był grany także na tym, który odbył się na Mystic Festival 2024 w Gdańsku).










I bardzo dobrze. Jebac kościół katolicki, księży, zakonnice i katechetów. Hail Satan !!!