Szarańcza jest biblijnym symbolem czegoś, co pożera absolutnie wszystko bez umiaru oraz nie pozostawia żadnej nadziei na przetrwanie (np. Księga Wyjścia 10, 9-18). Nigdy jednak nie domyśliłbym się rzeczywistego znaczenia szarańczy w tekście „Locust” grupy Machine Head z 2011 roku, gdyby nie zapowiedź utworu wokalisty i gitarzysty oraz autora liryki do tego utworu, Robba Flynna, którą usłyszałem w trakcie koncertu grupy w Warszawie we wrześniu 2015 roku. Dopiero w tym momencie kawałek, charakteryzujący się absolutnie wyjątkowym, melodyjnym i rozbudowanym riffem, nabrał dla mnie naprawdę specjalnego znaczenia. Tyle, że nie stało się to od razu, tylko wiele miesięcy później, gdy czytałem teksty Machine Head i przypomniałem sobie zapowiedź utworu z koncertu.
Nie uprzedzajmy jednak wypadków – najpierw tekst, potem jego interpretacja.
“Locust” – Machine Head
„Szarańcza” – Machine Head
Gitarzysta Phil Demmel, pytany o interpretację tekstu przez redakcję Sonic Excess, powiedział: „Szarańcza to koncept, na który wpadłem po napotkaniu w moim życiu paru osób, takich samych, jakie może spotkać każdy z nas. To typ osoby, która pojawia się w twoim życiu z byle powodu, zaprzyjaźnia się z tobą, może być twoim kumplem, partnerem, być w twoim zespole, może być nawet twoim kochankiem lub kimkolwiek innym. Celem takiej osoby jest po prostu wyssanie z ciebie wszystkiego, co się da, co masz do zaoferowania. Gdy zostaną na tym nakryte, odlatują i szukają kolejnej ofiary, którą niszczą”. W trakcie wspomnianego koncertu w Warszawie wokalista i gitarzysta grupy Robb Flynn mówił, że taką osobą może być także ktoś nam bardzo bliski – brat, siostra, przyjaciel, a także matka czy ojciec. Zresztą, jestem pewien, że na pewno każdy z nas spotkał kogoś takiego w swoim życiu i doświadczył, jak to jest być ofiarą takiej „szarańczy”.
Na temat wampirów energetycznych napisano wiele książek – oto jedna z nich autorstwa Christiane Northrup.
Na pewno słyszeliście o istnieniu tzw. wampirów energetycznych – osób, które wysysają energię z otaczających ich ludzi, skupiając na sobie uwagę innych, by samemu poczuć się lepiej. Takie osoby opowiadają o własnych słabościach, by zyskać wsparcie ze strony otoczenia, co stawia je na nogi. Problem polega na tym, że osoby, z którymi się stykają, czują się z kolei jakby wyssane z energii. Pół biedy, jeśli wampir robi to nieświadomie; gorzej, jeśli robi to z premedytacją. To właśnie o tym drugim rodzaju „wampirów” opowiadają nam muzycy Machine Head, rozciągając dodatkowo ich działanie na inne sfery – nie tylko psychiczną, ale również materialną. Tytułowa szarańcza potrafi Cię więc ogołocić nie tylko z energii, ale i dóbr doczesnych.
A wszystko to zostało opowiedziane przez autora tekstu – Robba Flynna – w dość nieoczekiwany sposób. Wczytując się w lirykę, momentami można mieć wrażenie, że tekst opowiada rzeczywiście o szarańczy, wbijającej we mnie haczyki, choć dosłownie chwilę wcześniej Flynn śpiewał o słodkich pieszczotach, muskających moją skórę, dodając, że w tym dotyku nie ma miłości. Nakręcony do utworu teledysk nie pomaga we właściwej interpretacji utworu – praktycznie cały zawiera wyłącznie sceny z ogromnymi stadami owadów; nie ma w nim ani jednej sceny, która wskazywałaby na inne znaczenie tytułowej szarańczy.
A skoro już jesteśmy przy tych owadach, to największe znane stado szarańczy składało się prawdopodobnie aż z 40 miliardów osobników. Jeśli dodać, że każdy milion tych żarłocznych owadów pożera w ciągu jednego dnia co najmniej tonę żywności, można sobie wyobrazić, jaką plagą są te szkodniki. Jeden z większych odnotowanych rojów, pustoszący zachodnie stany USA w 1870 roku, miał ok. 1800 mil długości przy ok. 110 milach szerokości!
Mimo że te owady pustoszą z reguły raczej cieplejsze rejony świata, szarańcza nie omijała także Polski. Wiadomo na pewno, że plaga szarańczy nawiedziła okolice Raciborza w 1318 roku, a ponad 200 lat później pojawiła się w pobliskim Krasnobrodzie i w okolicach Krakowa (1542). W roku 1711 z rojem szarańczy walczono w miejscowości Zwierzyniec, odnotowując, że zniszczono wtedy aż 656 korcy szarańczy, a z ziemi wykopano 555 i 1/3 garncy jaj tych owadów.
Wracając do utworu, w przypadku tego kawałka mamy ewidentnie „kumulację” – znakomity tekst uzupełnia kapitalny muzycznie numer. Atutem liryki jest z całą pewnością pozostawienie szerokiego pola do jej interpretacji czytelnikowi, a właściwie słuchaczowi. Jest jednak w tym utworze jeden moment, który przykuwa moją uwagę i zastanawia mnie, jak należy go właściwie zinterpretować: to chwila, gdy muza staje się znacznie bardziej nastrojowa, głos wokalisty przybiera delikatną barwę, a tekst nagle zaczyna mówić o dźwięku anielskich trąb; to moment przełomowy w utworze. W chwilę potem Flynn śpiewa, że oszustwo tych kombinacji się rozpada, dając do zrozumienia, że plaga szarańczy zawsze kiedyś się kończy – kończy się zdemaskowaniem wampira, który postanowił żerować na tobie, na mnie, na nim czy na niej. Niestety, plaga czasem wraca, dlatego musimy być czujni, by nie dać się kolejny raz wykorzystać przez kolejnego człowieka.









Dobra robota . Koncert raczej był w 2015 roku ,była trasa Machone Hesd w Europie. W Polsce był Gdańsk, Warszawa i Kraków.
Potwierdzam – to było faktycznie we wrześniu 2015 roku – już poprawiam 🙂
Dzięki za zwrócenie uwagi!
Dobra robota, fajny tekst, ciekawie się czyta:) Pozdro!